Co prawda, mimo że na spore opady śniegu w górach czekałem już od września to i tak październikowa pogoda miło mnie zaskoczyła. Już od środy rano non stop śledziłem widok z kamer internetowych w Zakopanem. Tego samego dnia wspólnie ze Szczurem, Mikołajem i Miłką ustaliliśmy, że w niedzielę, skoro świt wyruszamy w kierunku Tatr. Już kilka kilometrów za Krakowem można było podziwiać obfitą ilość śniegu. W Zakopcu od razu wskoczyliśmy w busa, podjechaliśmy do Kuźnic i korzystając z obowiązujących jeszcze przedsezonowych niskich cen na gondolę, wyjechaliśmy na szczyt.

Na górze przywitał nas mróz i przebijający się przez chmury błękit nieba. Oczywiście krzesełka na obu halach były nieczynne a trasy nieprzygotowane.

To drugie akurat w pełni nam odpowiadało i ucieszyły nas fakt, że warunki freeridowe panowały nawet na trasie. Po zeszłorocznych doświadczeniach, gdy wraz ze Szczurem po zjeździe do gąsienicowej dłuższy czas męczyliśmy się idąc z powrotem na szczyt, postanowiliśmy atakować tylko halę goryczkową.

Na szczycie trochę wystraszyła nas mała warstwa przewianego śniegu, ale już kilkadziesiąt metrów niżej była go taka ilość, że nie trzeba było się martwić o wystające kamienie. Podekscytowani ruszyliśmy w dół, jadąc we wspaniałym kilkudziesięciocentymetrowym puchu.

Mikołaj Kocot
Przy drugim wjeździe na górę spotkaliśmy Gąsiora, Słodkiego i Klasę z większą ekipą. Tutaj muszę wspomnieć o moim podziwie dla Słodziaka, który pomimo świeżo zoperowanej i usztywnionej na temblaku ręki nie odpuścił okazji i z jednym kijkiem w ręce kreślił linie w dół.

Piotrek Węcławowicz
W sumie zjechaliśmy górę trzy razy i muszę przyznać, że było to bardzo udane (szczególnie jak na tą porę roku) rozpoczęcie sezonu, które mam nadzieję jest tylko wstępem do kolejnej, po zeszłorocznej, zimy stulecia!
Zdjęcia i Tekst: Tomek Rakoczy, www.tommysuperstar.com


Share on Twitter
go tommy